Relacja – Zugspitze – Niemcy

wpis w: Aktualności | 0

 

2017 – RELACJA ZUGSPITZE – NIEMCY

 

HISTORIA LUBI SIĘ POWTARZAĆ

 

Przejechanie ponad tysiąca kilometrów nie może być powodem do tego, aby zrezygnować nawet z krótkiego wyjazdu w Alpy. Tym bardziej w sytuacji, gdy góra z powodu kapryśnej aury już raz pokrzyżowała nam plany. Dobrą cechą jest upartość w realizacji swoich planów. Po raz drugi zdecydowaliśmy się odwiedzić Bawarię w celu wejścia na najwyższy szczyt Niemiec – Zugspitze. Oferuje on kilka wariantów dróg i kilka możliwości rozplanowania całej trasy. Podobnie jak nasze tatrzańskie Rysy, dominuje nad resztą otaczających go szczytów, a co za tym idzie jest równie popularnym miejscem wielu wycieczek. Niestety, z powodu ingerencji cywilizacji stracił na dobre swój urok. Dlaczego tak się stało? O tym w poniższej relacji.

 

INFORMACJE OGÓLNE

 

ZUGSPITZE – najwyższy szczyt Niemiec o wysokości 2962 m n.p.m. położony w paśmie górskim Wettersteingebirge należy do Alp Bawarskich. Usytuowany jest w rejonie Górnej Bawarii, jednej z bardziej malowniczych krain. W pobliskiej okolicy znajduje się słynna miejscowość Garmisch-Partenkirchen, gospodarz jednego z konkursów Turnieju Czterech Skoczni, a także Mistrzostw Świata w Narciarstwie Alpejskim.

 

2017-06-15 – Czwartek – Dzień 1
Dzień wyjazdu

 

Historia lubi się powtarzać. Podczas pierwszej próby napotkaliśmy różne przeszkody. W 2016 roku jadąc autostradą w okolicach Łodzi spadająca opona z samochodu ciężarowego spowodowała mały karambol z udziałem kilku aut. Pech chciał, że trafiła i nasz samochód uniemożliwiając nim dalszą podróż. Uszkodzone auto musieliśmy zostawić na parkingu, a otrzymany pojazd zastępczy z OC sprawcy umożliwił nam dalszą jazdę. Nasz pech jednak się nie skończył, ponieważ na miejscu zastaliśmy fatalne warunki pogodowe, duże zagrożenie lawinowe, które uniemożliwiły wyjście w góry. Nie pozostawało nam nic innego, jak tylko wrócić do domu. Jednak nasza upartość sprawiła, że postanowiliśmy wrócić jeszcze raz w to miejsce.

 

Początek drugiego już wyjazdu przebiegał bardzo sprawnie. Z Lubartowa udaliśmy się najpierw do Zabrza po kolegę Karola, a następnie do Bielsko – Białej, po kolegę Dawida i dalej wspólnie ruszyliśmy w trasę. Wyjeżdżając z osiedla żartowaliśmy, że już nic nie może się wydarzyć na drodze. Jednak pech chciał, że dwie uliczki dalej, nieuważny kierowca wymusił pierwszeństwo przejazdu i wylądowaliśmy na krawężniku. Całe szczęście, poza zarysowaniami auta nic się nie stało i ruszyliśmy dalej, mając nadzieję, że nic już nie może się wydarzyć.

 

2017-06-16 – Piątek – Dzień 2

 

Z lekkim niedowierzaniem szczęśliwie dojechaliśmy do campingu „Erlebnis Zugspitze”, gdzie zatrzymaliśmy się również rok wcześniej. Pole namiotowe z dobrym zapleczem dla przyjezdnych mieści się w miasteczku Grainau, nieopodal słynnego Garmisch-Partenkirchen. Naprzeciwko znajdują się dwa markety spożywcze, gdzie można zrobić szybkie zakupy. Rozstawiliśmy namioty i wybraliśmy się na spacer dookoła jeziora Eibsse oraz wzdłuż uliczek Garmisch. Miasteczko, pomimo swojej popularności, wcale nie sprawiało wrażenia zatłoczonego kurortu turystycznego. Zupełne przeciwieństwo naszego Zakopanego, które nie wiele ma dziś wspólnego z cichą i zachowaną w góralskim stylu osadą. Wieczorem spakowaliśmy plecaki na dwa dni wyjścia w góry. Oprócz wejścia na sam szczyt Zugspitze zaplanowaliśmy również przejście słynnej grani Jubileuszowej nazwanej „Jubiläumsgrat”. Grań łączy dwa odległe od siebie szczyty: Zugspitze i Alpspitze – charakterystyczny szczyt przypominający piramidę. Całą drogę musieliśmy rozłożyć na dwa dni, z noclegiem na środku grani w przeznaczonym do tego schronie – Höllentalgrathütte. Istnieje możliwość pokonania trasy w jeden dzień, ale wymaga to wjazdu kolejką, na którą mamy straszną alergię. Skracanie w ten sposób czasu podejścia jest swoistym brakiem górskiego smaku. Dlatego do naszych plecaków powędrowały także dodatkowo śpiwory, karimaty i zestaw do gotowania.

 

ETAP I: Grainau – camping (758 m n.p.m.) – Szczyt Zugspitze (2962 m n.p.m.)
Przewyższenie odcinka: 2204 m

 

PRZEZ WROTA PIEKIELNEJ DOLINY
 

2017-06-17 – Sobota – Dzień 3

 

Poranne wyjście jeszcze przed świtem pozwoliło nam uniknąć tłumów. Wyruszyliśmy z dzielnicy Hammersbach, gdzie również pozostawiliśmy auto na płatnym parkingu. Początkowo droga prowadzi do wąwozu Höllentalklamm, który jest miejscem licznych wycieczek. Przełom skalny dostępny jest jedynie w miesiącach letnich, przeważnie od maja do października. Cała ścieżka ma ok. 700 metrów długości i jest otoczona ścianami o wysokości 150 metrów, przejścia częściowo biegną w tunelach wydrążonych w skale. Kolejnym punktem na trasie jest schronisko położone w dolinie Höllental. Höllentalangerhütte znajduje się na wysokości 1387 m n.p.m. Jedyny punkt wsparcia na tej trasie bywa częstym miejscem noclegu osób, które zdecydowały się podzielić swoją drogę na szczyt na dwa dni. Tutaj dolina otworzyła przed nami szeroki widok na otaczające ją ściany. Dalsza droga prowadzi wąską ścieżką, aż do pierwszej żelaznej drabinki, która ubezpieczona była metalową linką znaną z popularnej via ferraty. Założyliśmy uprzęże oraz kaski i ruszyliśmy w górę. Kolejnym punktem były tzw. „schody do nieba”, czyli idealne miejsce dla osób chcących zmierzyć się z lękiem wysokości. „Brett” to miejsce dość eksponowane, podobnie jak wyżej wymieniona drabinka zostało sztucznie ubezpieczone. Przejście kilku krótkich metalowych stopni wystających ze ściany jest tylko dobrą zabawą.

 

Kamienistą ścieżką dotarliśmy do górnego piętra doliny, która w tym miejscu zmienia swój charakter. Nasza trasa zrobiła się bardziej sypka. Po przejściu odcinka piargów dotarliśmy do początku lodowca Höllentalfermer, a raczej jego pozostałości, które jeszcze pokrywają tą część doliny. W naszym przypadku nie było konieczności nawet używania raków. Szczeliny są bardzo małe i dobrze widoczne. W pewnym momencie byliśmy świadkami klasycznej sytuacji w Alpach. Mianowicie, „przewodnik” na odcinku jednej liny prowadził kilka osób w odstępach maksymalnie 1,5 metra. Nieświadomość klientów takiej wycieczki powoduje, że sama obecność liny jest dla nich wystarczającą oznaką bezpieczeństwa. Niestety iluzja w jaką wierzą i za którą słono płacą może doprowadzić do dużej tragedii w sytuacji jakiegokolwiek zagrożenia na lodowcu. Serwowanie takiego rozwiązania może powodować, że w razie upadku jedna osoba pociągnie drugą i nie da możliwości reakcji drugiej z powodu zbyt krótkich odstępów na linie. Niestety jest to sytuacja dość często praktykowana i stwarzająca duże zagrożenie dla osób biorących udział w tak zorganizowanym wyjeździe.

 

Po przejściu krótkiego odcinka lodowca znaleźliśmy się pod ścianą, w miejscu, gdzie rozpoczyna się monotonna via ferrata. Zanim jednak dostaliśmy się tam należało przejść szczelinę brzeżną. W zależności od stanu śniegu, wielkość szczeliny jest bardzo różna. Czasami wystarczające jest zrobienie jednego kroku, a innym razem konieczne jest energiczne przeskoczenie tego miejsca. My na ferratę dostaliśmy się jednym małym krokiem. Dojście do szczytu było by niezwykle nużące, gdyby nie napotkanie po drodze sympatycznej Polki, która pomimo dojrzałego już wieku realizuje się na wyprawach na różne szczyty świata. System via ferraty jest dla mnie osobiście niezwykle nużący i niezmiernie cieszyłem się po dotarciu w okolice szczytu. Panował tam duży ruch, ponieważ turyści, którzy dotarli kolejkami robili spore zamieszanie. Kilka metrów poniżej najwyższego punktu całych Niemiec znajduje się schronisko Münchner Haus. Obiekt bardzo nowoczesny, w ogóle nie pasujący do górskiego krajobrazu, zabiera cały urok tego miejsca. Na wierzchołku, gdzie znajduje się złoty krzyż znaleźliśmy się po niespełna 8 godzinach od wyjścia z parkingu.

 

ETAP II: Zejście – Szczyt Zugspitze – Jezioro Eibsse

 

Niestety załamująca się pogoda szybko zakryła przed nami otaczające widoki. Padający śnieg oznaczał dla nas niestety rezygnację z przejścia grani Jubiläumsgrat i dotarcie nią, dnia kolejnego na szczyt Alpspitze. Po godzinie 15:00 podjęliśmy decyzję o zejściu w kierunku jeziora Eibsse, inną drogą. Po 5 godzinach schodzenia dotarliśmy pod hotel, pod którym kończący pracę Polacy słysząc nasze rozmowy zaproponowali nam podwózkę do miejsca, gdzie zostawiliśmy auto. Gdyby nie ta uprzejmość naszych rodaków, musielibyśmy pokonać pieszo dodatkowo 8 km asfaltem, co zajęło by nam pewnie ok. 1,5 godziny. Po dniu marszu udaliśmy się ponownie na camping.

 

2017-06-18 – Niedziela – Dzień 4
Dzień powrotu

 

Krótki czerwcowy weekend został przez nas dobrze wykorzystany i pomimo 4 wolnych dni udało się zorganizować ciekawy wyjazd w Alpy. Sam szczyt Zugspitze nie jest wymagającym celem, a wejście i zejście jednego dnia świetnie poprawiło naszą górską kondycję. Podsumowując Alpy Bawarskie są dobrym miejscem na krótki urlop i rozpoczęcie swojej przygody z Alpami. Wejście i zejście na szczyt jednego dnia wymaga dobrej kondycji fizycznej, ale sama droga nie przedstawia trudności technicznych. Można powiedzieć, że jest to góra turystyczna i jedynie umiejętność zachowania się na trasach typu via ferrata będzie mile widziana.

 

Fotorelacja z wyjazdu – GALERIA ZUGSPITZE

 

Bartłomiej Bednarczyk