Relacja – Mont Blanc Drogą Włoską – Część I

wpis w: Aktualności | 0

 

2019 – RELACJA MONT BLANC DROGA PAPIESKA – WŁOCHY

 

KRÓTKI POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI
Moje pierwsze wejście na Mont Blanc

 

Rok 2016 był dla mnie szczególnie istotny. Nastąpił w nim przeskok pomiędzy zimową turystyką w Tatrach, przeplataną różnymi kursami i szkoleniami, a pierwszym wyjazdem w zaśnieżone Alpy. To naturalny krok i kolejny etap doświadczeń w górskim rozwoju. Pierwsza wyprawa do Włoch i Francji miała na celu nie tylko poznanie własnego organizmu na wysokości, ale również wejście na szczyt, o którym myśli prawie każdy początkujący alpinista. Mowa oczywiście o słynnym Mont Blanc, na którym szczególnie skupiła się moja uwaga. Wejście na szczyt odbyło się najczęściej wybieraną drogą klasyczną, tzw. drogą francuską. Wyjątkowe znaczenie miał fakt, iż całą wyprawę zorganizowałem samodzielnie z młodszym bratem Jakubem, bez pomocy agencji, które wszystko przygotowują za nas. Kilkuletnie doświadczenie pozwoliło mi poruszać się po górach niezależnie, co zwolniło mnie z wynajmowania przewodnika, bez którego obecnie nie obędzie się zdecydowana większość turystów. I choć Mont Blanc to dopiero początek drogi, to wejście na ten łatwy czterotysięcznik oraz pierwsze widoki na Alpy powracają w myślach do dziś. Mój debiut w Alpach zakończył się wówczas powodzeniem i ruszyła kolejna seria wypraw w inne pasma górskie.

 

Pierwsza klasa „górskiego uniwersytetu” została skończona. Jak wyglądała wyprawa, która zapoczątkowała powstanie projektu Mate Mountains, i po której zrodziły się duże plany wyjazdowe, opisałem w poniższych relacjach:

 

Początek wyprawy – RELACJA GRAN PARADISO
Pobyt na Mont Blanc – RELACJA CZĘŚĆ I / II / III

 

PO RAZ DRUGI NA NAJWYŻSZYM SZCZYCIE ALP

 

Gdy tylko pojawił się pomysł: „Po raz drugi na Mont Blanc” – z przyjemnością zdecydowałem się na kolejny alpejski wyjazd. Byłem ciekawy, jak po trzech latach będzie wyglądał mój powrót na najwyższy szczyt Europy. Z dużo większym bagażem doświadczeń i wiedzy postanowiłem wejść po raz drugi na Monte Bianco, tym razem od strony włoskiej, tzw. „drogą papieską”. Z perspektywy czasu pierwsze wejście drogą klasyczną (normal route), którą wybiera szacunkowo 2/3 idących na szczyt nie dawało mi do końca pełnej satysfakcji. Pomimo realizacji planu w 2016 roku pozostawał wciąż niedosyt, choć wejście odbyło się bez korzystania z wszelkich ułatwień, jakie oferuje cała infrastruktura po tej stronie góry. Idąc pieszo od miasteczka Les Houches, z pełnym ekwipunkiem na plecach, byłem w gronie osób szukających prawdziwych zmaganiach z „białą górą” i panującą aurą. Wybór trasy dłuższej, ambitniejszej i trudniejszej technicznie wzbudził ponownie ciekawość, która towarzyszyła mi w 2016 roku, co oznaczało: odkryć górę na nowo!

 

DROGA PAPIESKA NA MONTE BIANCO

 

Na najwyższy szczyt Alp prowadzi wiele dróg o bardzo różnej trudności i długości. Najłatwiejszym wariantem jest oczywiście najpopularniejsza droga klasyczna, tzw. droga francuska. To na niej można spotkać najwięcej osób. Panuje tam komercyjny zgiełk z dużą ilością agencji i grup prowadzonych przez przewodników. Droga ta posiada najwięcej ułatwień, daje możliwość wjechania tramwajem do pewnej wysokości, posiada rozbudowaną sieć schronisk umożliwiającą wybór różnych wariantów wejścia na szczyt, ale często to powoduje, że podczas wyjazdu nie odczujemy prawdziwej górskiej przygody. Najlepszy zasób informacji, relacji oraz doświadczeń osób charakteryzujących to przejście jest także powodem wyboru takiego rozwiązania. To wszystko razem odbiega dalece od świata wypraw jaki sobie wyobrażamy.

 

Ponadto władze Francji wprowadziły obowiązkowe rezerwacje w schroniskach Tete Rousse oraz Gouter, znajdujących się w drodze na szczyt. Szereg mało zrozumiałych przepisów, wprowadzonych oczywiście w wyimaginowanej idei ochrony środowiska i bezpieczeństwa, działa na niekorzyść alpinistów. O tym problemie bardzo trafnie i wyczerpująco napisał Grzegorz Gawlik w swoim FELIETONIE. Z uwagi na takie postępowanie, droga włoska, która nie posiada absurdalnych regulacji, będzie z pewnością ciekawszym wyborem. Dziś, aby uniknąć zderzenia z popularnością góry, trzeba znaleźć się tam w gorszych warunkach pogodowych lub po prostu wybrać ambitniejszą drogę, a na takie rozwiązania mogą pozwolić sobie co najwyżej bardziej doświadczone osoby.

 

Przejście tego wariantu samodzielnie wymaga przede wszystkim szeregu różnych umiejętności, a należą do nich: sprawne chodzenie w rakach, obsługa czekana, poruszanie się po lodowcu w zespole linowym oraz trafność w wyznaczaniu trasy pomiędzy szczelinami, znajomość węzłów, znawstwo autoratownictwa, pewność w zakładaniu stanowisk w śniegu, reagowanie w sytuacjach kryzysowych, a także przygotowanie bezpiecznego biwaku, pozyskiwanie wody i gotowanie w warunkach zimowych. Warto również opanować umiejętność opuszczania partnera ze stanowiska i zjazd na linie przydatny w drodze powrotnej z grani na lodowiec, czy też obycie się z dużą ekspozycją. Droga włoska nie jest na pewno miejscem dla osób początkujących, bądź zaczynających swoją przygodę z zimową turystyką górską. W tym wypadku rozsądne będzie wybranie przewodnika, którego usługa niestety wyniesie zdecydowanie więcej niż samodzielna organizacja wyprawy. Pamiętajmy, że liczy się przede wszystkim bezpieczeństwo!

 

Droga papieska od strony włoskiej niewątpliwie jest prawdziwą alpejską przygodą w ciszy i spokoju. Rzadziej uczęszczaną trasę wytyczył w 1890 roku m.in. Achille Ratti, późniejszy Papież Pius XI, stąd jej nazwa. W wędrówce na szczyt towarzyszyli mu także: L. i J. Boninów z J. Gadinem oraz A. Promentem. Wycena drogi to PD+ (nieco trudna). Jej główną zaletą jest możliwość obcowania z górami w ich dzikiej odsłonie, a to szczególnie uznawana wartość w dzisiejszych czasach.

 

INFORMACJE OGÓLNE

 

Mont Blanc (4809 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Alp, najwyższego łańcucha górskiego w Europie, którego długość wynosi około 1200 km, szerokość od 150 do 250 kilometrów (od wybrzeża Morza Śródziemnego, po dolinę Dunaju w okolicach Wiednia). Szczyt położony w Alpach Graickich, na terenie Górnej Sabaudii, tuż przy granicy francusko – włoskiej. Siedemnaście kilometrów na północny wschód od szczytu znajduje się trójstyk granic Francji, Włoch i Szwajcarii. Zwany inaczej Białą Górą lub Dachem Europy. Pierwszego wejścia na szczyt (8 sierpnia 1786 roku) dokonali: Jacques Balmat i Michel Paccard. Wysokość góry zmienia się czasami o kilka metrów ze względu na grubość czapy lodowej pokrywającej szczyt. Biorąc pod uwagę granice wyznaczone przez Międzynarodową Unię Geograficzną jest to najwyższy szczyt Europy. Tę górę należy zdobyć, jeśli myśli się o skompletowaniu Korony Ziemi – najwyższych szczytów wszystkich kontynentów.

 

2019-07-12 – Piątek
Początek wyprawy

 

Wybór terminu wyprawy nie był przypadkowy. Początek lipca to idealny moment na przejście wśród szczelin lodowca Dome, który w późniejszym okresie staje się czasem labiryntem niemożliwym do pokonania. Data wyznaczona przez naturę pozwoliła nam na odbycie wyprawy w możliwie najbezpieczniejszych warunkach. Do Włoch wyruszyliśmy 12 lipca. We wspólnej podróży wzięli udział moi znajomi: Magdalena Gąbka z Bychawy, Michał Drożdżewski z Łodzi oraz Dawid Wróbel z Bielsko – Białej.

 

W wyprawach górskich bardzo istotnym elementem organizacji, od którego się zaczyna, jest wybór sprawnie działającego teamu. To właśnie od niego zależy m.in. powodzenie wyjazdu i atmosfera podczas dni spędzonych na urlopie. Pamiętać warto o partnerstwie, zaufaniu do siebie i możliwości wzajemnego wsparcia w trudnych sytuacjach, dlatego też nigdy nie skłaniałem się do wyjeżdżania z osobami dla mnie obcymi. Nasza czwórka miała do pokonania autem niespełna 1600 km.

 

Celem podróży było przygraniczne miasteczko Courmayeur, położone na wysokości 1224 m n.p.m. w dolinie Aosty, u stóp masywu Mont Blanc. Włoski kurort przyciąga nie tylko wspinaczy, lecz również narciarzy i snowboardzistów, dla których w sezonie zimowym przygotowane są trasy o bardzo zróżnicowanym poziomie trudności. Turystyczna osada leżąca w północno-zachodniej części kraju posiada wyjątkową starówkę oraz kolej linową La Palud – Punta Helbronner, której górna stacja jest połączona kolejką panoramiczną z Aiguille du Midi. Obok miasta przebiega słynny drogowy tunel „Du Mont Blanc” o długości 11,6 km, łączący Francję i Włochy. Za opłatą można nim dostać się do słynnego Chamonix – popularnego francuskiego ośrodka wspinaczkowego oraz kolebki sportów zimowych.

 

Wspólnie wybraliśmy przejazd przez Niemcy oraz Szwajcarię, gdzie należało wykupić winietę upoważniającą do poruszania się autostradami, w cenie 40 franków za roczne pozwolenie. Wymijając płatny tunel Grand – Saint – Bernard, tuż przy granicy z Włochami, zwiedziliśmy Wielką Przełęcz Świętego Bernarda, która położona jest na wysokości 2469 m n.p.m. Przechodzi przez nią trasa łącząca dolinę Rodanu na północy i dolinę Dora Baltea na południu oraz Szwajcarię z Włochami. Od nazwy przełęczy wzięła się nazwa rasy psów bernardynów, które do dziś pomagają w górskich akcjach ratunkowych. Ciekawostką jest to, że do dziś zachowały się tu ślady rzymskiej drogi, która odgrywała ważną rolę komunikacyjną w dawnej epoce imperium.

 

Po upływie 19 godzin dotarliśmy na Camping Aiguille-Noire, położony w dolinie Val Veny, którą płynie potok Dora di Veny wypływający z okolic przełęczy Col de la Seigne i lodowca Ghiaccialo del Miage. Otoczony świerkami obiekt oferuje pole namiotowe, restaurację, prysznice na żetony oraz mały sklepik, w którym można kupić m.in. pieczywo. Spędziliśmy tu pierwszą noc, a następnego dnia rozpoczęliśmy już marsz w kierunku „Białej Góry”. Cdn. w kolejnej części relacji.

 

Relacja Mont Blanc Drogą Włoską – CZĘŚĆ II

 

Fotorelacja z wyjazdu – GALERIA MONT BLANC

 

Bartłomiej Bednarczyk